Czy karać za obojętność?

Brytyjczycy apelują do swojego ministra sprawiedliwości o zmianę prawa, by lepiej chroniło dzieci przed krzywdzeniem. Impulsem jest niedawna śmierć zakatowanego, zagłodzonego czterolatka, na którego cierpienia obojętni pozostali wszyscy kontaktujący się z nim profesjonaliści – lekarz, pielęgniarki, opiekunki w przedszkolu. Społeczne apele o zmianę prawa dotyczą właśnie ich odpowiedzialności. Podpisujący listy do brytyjskich władz domagają się uznania za przestępstwo brak reakcji i nieudzielenie pomocy, gdy dziecko jest w niebezpieczeństwie. Kieruje nimi wiara, że zagrożenie sankcją karną spowoduje większą uważność i podejmowanie interwencji przez dorosłych, którzy wiedzą o krzywdzeniu dziecka. Że prawo powinno wymuszać takie reakcje, nie tylko je postulować.

Śmierć 4-letniego Daniela jest porażką brytyjskiego systemu ochrony dzieci, o ileż bardziej rozwiniętego i całościowego niż polski. Od działań profilaktycznych, które obejmują rodziny jeszcze przed narodzeniem dziecka, przez systemową diagnozę rodziny w sytuacjach ryzyka przemocy wobec dzieci, po rozbudowany system opieki zastępczej w sytuacji, gdy rodzice są zagrożeniem dla dziecka nie zapewniając mu opieki i bezpieczeństwa. Z tymi precyzyjnymi procedurami i standardami w tle zginęło dziecko. Nie zadziałały. Zawiódł system, bo zawiedli ludzie. Czy zmieniłaby to prawna obligacja wzmocniona karną sankcją?


Refleksja nad zasadnością karania za zaniechanie reakcji przez osoby, które z racji wykonywanego zawodu mają szczególną odpowiedzialność za dziecko jest potrzebna. Obywatelskie oburzenie w Wielkiej Brytanii dochodzi dziś do głosu, chociaż skala przemocy fizycznej wobec dzieci maleje tam systematycznie. My jako społeczeństwo milczymy, chociaż zarówno instytucjonalne statystyki, jak i wyniki empirycznych badań pokazują, że w Polsce znacznie więcej dzieci niż w Wielkiej Brytanii doświadcza bicia i innych form przemocy w rodzinie. Unikalne badania, w których respondentami były dzieci i młodzież prowadzone według tej samej metodologii w Polsce i na wyspach pokazały, że odsetek dzieci doświadczających przemocy ze strony dorosłych jest w Polsce trzykrotnie! wyższy.

W Polsce artykuł 304 § 1 kodeksu postępowania karnego zobowiązuje każdego obywatela do zawiadomienia prokuratury lub policji, gdy wie o przestępstwie ściganym z urzędu. Żadna kara nie grozi jednak temu, kto takiego obowiązku nie dopełni w przypadku przestępstwa znęcania się nad dzieckiem. Kodeks postępowania karnego stanowi w art. 304 moralny obowiązek każdego praworządnego człowieka. Za jego naruszenie może nas karać jedynie sumienie. Gdy przestępstwem, o którym wiemy i nie zareagujemy jest znęcanie się nad dzieckiem, nasze sumienie obciąży jego cierpienie, zdrowotne dysfunkcje, a czasem nawet śmierć.

Na ile inna jest sytuacja, gdy zaniechania dopuści się nie zwykły obywatel, lecz profesjonalista, który wie, podejrzewa lub znając określone fakty powinien podejrzewać, że dziecko doświadcza przemocy i/lub zaniedbania?
Wychowawca, nauczyciel, lekarz, pielęgniarka, pracownik socjalny, kurator – te zawody najczęściej pojawiają się w dramatycznych historiach maltretowanych dzieci, o których świat usłyszał dlatego, że zmarły lub doznały poważnych urazów w wyniku przemocy ze strony opiekunów. Ci profesjonaliści są szczególnie zobowiązani do pojęcia reakcji w przypadku zdiagnozowania, że dobro dziecko jest zagrożone przez jego rodziców lub opiekunów. Jeśli podejrzewają, że rodzic znęca się nad dzieckiem do reakcji obliguje ich kodeks postępowania karnego (art. 304 § 2, bez sankcji!) Nawet jeśli zachowania opiekunów wobec dziecka nie są przestępstwem, mają oni obowiązek zawiadomienia sądu opiekuńczego o zagrożeniu dobra dziecka. Mówi o tym jednoznacznie kodeks postępowania cywilnego (art. 572 § 1). A jeśli nie zareagują, gdy dziecko jest w sytuacji ryzyka? Teoretycznie mogą z tego powodu, w zależności od wykonywanej profesji ponieść odpowiedzialność pracowniczą lub dyscyplinarną. Utrata pracy lub nawet prawa do wykonywania zawodu to poważne konsekwencje, nader rzadko jednak są orzekane przez uprawnione do tego ciała za zaniechanie działań w sytuacji podejrzeń, że dziecko jest zagrożone przemocą.
Teoretycznie, obojętny na krzywdę dziecka profesjonalista może ponieść również odpowiedzialność karną. Funkcjonariusz publiczny (np. policjant może ponieść taką odpowiedzialność za niedopełnienie obowiązków. Czy zdarzyło się zastosowanie sankcji karnej wobec policjanta, który nie podjął interwencji, gdy dziecku groziła przemoc ze strony opiekuna? Nie słyszymy o takich przypadkach. Są incydentalne. W skrajnych przypadkach profesjonalista mógłby ponieść odpowiedzialność karną za narażenie na dziecka niebezpieczeństwo albo za nieudzielenie pomocy, ale wymagałoby to prawniczej akrobatyki, uważają sami prawnicy – praktycznie się nie zdarza.

Gdy niepodjęcie działań wywołało realną krzywdę dziecka, możliwe jest także domaganie się od profesjonalisty zadośćuczynienia/odszkodowania na drodze cywilnej. Konieczne byłoby jednak wykazanie związku przyczynowego między niezawiadomieniem o zagrożeniu dziecka a doznaną krzywdą. To niezwykle trudne zadanie prawne. Ile jest przypadków takich cywilnych spraw? Jeśli nawet jakieś są, to giną w statystykach.

Co powstrzymuje profesjonalistów od podjęcia interwencji? Wiemy. Mówią o tym w anonimowych ankietach, czy w czasie kameralnych dyskusji. Najczęściej obawiają się, że mylnie oceniają sytuację dziecka i niesłusznie oskarżą rodziców. Chcą uniknąć ciągania po sądach („zawiadomiłabym, ale anonimowo”). Nie wierzą w skuteczność wymiaru sprawiedliwości. Obawiają się reakcji rodziców. Nie chcą stracić kontaktu z dzieckiem i możliwości pomagania mu (po ujawnieniu sprawy zdarza się, że rodzice zabierają dziecko z placówki lub zmieniają miejsce zamieszkania). Boją się też odpowiedzialności za zawiadomienie (wiemy o postępowaniach karnych i cywilnych wszczętych przez rodziców za zawiadomienie organów ścigania o krzywdzeniu dziecka).

Znęcanie się nad dzieckiem, przemoc ze strony rodziców i innych bliskich osób to szczególne przestępstwa. Ich ofiara jest zależna i słaba, nie może sama upomnieć się o swoje prawa i podjąć interwencji, nawet gdy są one drastycznie naruszane przez dorosłych sprawców. Jeśli sprawcami są rodzice, to ich przewaga nad małoletnimi dziećmi wynika nie tylko z wieku, siły i zaradności. Mają możliwość ukrywania krzywdzących dziecko zachowań izolując je od zewnętrznego świata, manipulując nimi, wykorzystując jedyną w swoim rodzaju władzę, jaką daje im totalna zależność dziecka od rodzica. Dlatego tak ważna jest reakcja osób spoza rodziny na przekroczenie dopuszczalnych granic tej władzy. To może być jedyna szansa dla dziecka na bezpieczne życie, czasem na życie w ogóle. Zaniechanie takiej reakcji ma szczególny wymiar, bo dotyczy szczególnego przestępstwa. Gdy nie zawiadomimy o kradzieży, czy nawet o przemocy wobec osoby dorosłej, naruszymy prawną normę, usankcjonujemy bezkarność. Dokonamy wyboru na rzecz złej sprawy. Czy powinniśmy mieć taki wybór, gdy na szali jest zdrowie i życie dziecka?

Postulat odpowiedzialności karnej za niezawiadomienie o przestępstwie na szkodę dziecka, znęcanie się nad dzieckiem, czy za niezawiadomienie o krzywdzeniu dziecka, który brytyjscy obywatele adresują dziś do swojego rządu, my również powinniśmy z determinacją zgłaszać. Nad Wisłą, tak jak nad Tamizą krzywdzonym dzieciom mogą pomóc tylko dorośli. Niechby nawet pod presją kary.


Raport z Ogólnopolskiej diagnozy przemocy wobec dzieci w Polsce oraz rekomendacje rozwiązań chroniących dzieci przed krzywdzeniam znajdą Państwo na www.fdn.pl

Olga Trocha, radca prawny, prawniczka FDN wspierała mnie swoją wiedzą i doświadczenim przy przygotowaniu tego tekstu. Bardzo dziękuję!
Trwa ładowanie komentarzy...