Myślę, więc nie ślę

Dla dzieci i młodych ludzi internet nie jest już oknem na świat. Jest światem. Przenika się z realnym życiem tworząc przestrzeń wielu wspaniałych możliwości, ale też wielu nowych zagrożeń. Ważny nurt działań Fundacji Dzieci Niczyje to ochrona dzieci przed zagrożeniami online. Zagrożeniami, które są dynamiczne, rozwijają się wraz z rozwojem nowych technologii. Zainaugurowana wczoraj kampania społeczna fundacji „Myślę, więc nie ślę” dotyczy sekstingu.



Seksting to przesyłanie nagich lub prawie nagich zdjęć w internecie lub za pomocą telefonów komórkowych. Badania fundacji pokazały, że co dziewiąty nastolatek wysyła swoje nagie fotki. Znacząco częściej robią to dziewczyny. W ten sposób flirtują, zabiegają o uwagę. Ale też odpowiadają na oczekiwania swoich chłopaków. Seksting wiąże się z dużym ryzykiem. Nigdy nie ma gwarancji, że intymne zdjęcia nie będą opublikowane w internecie. Spot kampanii opowiada historię Julki – jej półnaga fotka wysłana chłopakowi krąży w internecie z wulgarnymi komentarzami, przerabiana, kompromitująca, dostępna dla wszystkich. Dziewczyna jest załamana. Nie róbcie tego dziewczyny, to zbyt duże ryzyko – ten przekaz kampanii „Myślę, więc nie ślę” nie wszystkim się podoba.



Naprawdę nie przypuszczałam, że tak zasłużona fundacja, która potrafiła zrobić w przeszłości tyle dobrego, której działania śledzę z uwagą, tak bezrefleksyjnie i z pełnym przekonaniem o słuszności swoich działań najwyraźniej, włączy się w 'rape culture'.

To jeden z wielu komentarzy pod spotem kampanii. Kultura gwałtu, oskarżanie ofiary, obciążanie jej odpowiedzialnością za działania sprawców krzywdy – to główne zarzuty. Kolejne - tytuł kampanii to oskarżenie ofiar o bezmyślność. A one po prostu ufają swoim partnerom. Adresatami kampanii nie powinny być ofiary, tylko sprawcy – to główny postulat.

To nie jest tak, że mój odbiorca jest jakiś niespełna rozumu czy serca i jak tylko zobaczy kawałek mojego ciała, to natychmiast go wyszeruje. (…). Dlaczego niby mam to zakładać? Mówimy tu o osobie, do której mam zaufanie. Przecież to problem tej osoby, by tego zaufania nie zawieść!

Ważne są dla nas te głosy. Na pewno je słyszymy i analizujemy. Ale nie zmieniły przekonania o potrzebie i znaczeniu adresowania ostrzeżenia do potencjalnych ofiar sekstingu.
Pokazanie, jakie zachowania są ryzykowne w żaden sposób nie jest tożsame z przypisywaniem winy. Jest różnica pomiędzy kwintesencją ‘rape culture’ - powiedzeniem o zgwałconej dziewczynie „sama sobie winna, bo włożyła za krótką spódnicę”, a ostrzeżeniem dziewczyn przez pigułką gwałtu w nie pilnowanym drinku.

Edukacja potencjalnych ofiar to podstawowa, najbardziej skuteczna metoda profilaktyki wykorzystywania seksualnego. Potwierdzają to wyniki badań ewaluujących skuteczność działań profilaktycznych. Takie kampanie uczą, jak unikać potencjalnych zagrożeń, ale też działają odstraszająco na potencjalnych sprawców i aktywizują osoby postronne, w tym przypadku rodziców, nauczycieli – osoby bliskie, które mogą być wsparciem dla młodego człowieka.

Zaufanie to piękna sprawa. Centralna wartość w bliskich związkach. Ale czy możemy odpowiedzialnie przekazać dziecku, by budowało na niej wszystkie relacje z ludźmi? Czy ci, którzy postulują nieograniczone zaufanie powstrzymają się przed powiedzeniem mu, żeby nie wsiadało z nieznajomym do samochodu? Wyznaczamy granice zaufania szczególnie, gdy chodzi o dzieci i nastolatki. Bez życiowego doświadczenia, zależni i słabi nie powinni sami podejmować ryzykowych decyzji. Ostrzeganie ich przed ryzykiem to nasza odpowiedzialność. Znamy wiele historii podobnych do historii Julki. Dotyczą nastolatków i dorosłych. Czasem kończą się tragicznie. Jeśli jednak dorosła osoba zdecyduje, że chce zaufać i przesyłać swoje intymne zdjęcia, to jej prawo, choć odradzam. Ale zakochanym, czy flirtującym nastolatkom, które dopiero poznają świat, szukają w wielu, często przelotnych związkach stałego partnera, czy partnerki mówimy – myśl i nie ślij.

Nadużycie zaufania to tylko jeden z powodów, dla którego beztrosko wysłane nagie zdjęcie może trafić do sieci. Brak zabezpieczeń, włamanie, kradzież telefonu, tabletu, czy komputera mogą sprawić, że bliska i bezpieczna relacja z adresatem przesyłki nie wystarczy, żeby zapewnić bezpieczeństwo. Tak też było w historii Julki - opowiada o tym rewelacyjny film, którego spot jest zwiastunem.

Przeciwdziałanie cyberprzemocy musi mieć wiele wymiarów, form i adresatów. Wiemy o tym w FDN i w ramach programu Dziecko w sieci od ponad dekady to robimy. Kampanie "Stop cyberprzemocy", czy "Każdy ruch w internecie zostawia ślad", czy w końcu uruchomiona niespełna miesiąc temu kampania "Dodaj znajomego" adresowane są do sprawców. Głównym adresatem kampanii „Myślę, więc nie ślę” jest jednak nastolatek, który może narazić się na poważne kłopoty. I powinien o tym pomyśleć.

Krytyka kampanii „Myślę, więc nie ślę” wywołała dyskusję i głosy oponentów. Jak w każdej społecznej akcji, ten dyskurs jest wartością. A poniższe wpisy sprawiają, że nie mnożę już argumentów za przekazem kampanii, który, mam nadzieję, będzie usłyszany przez młodych ludzi.

TO DOSKONAŁY SPOT!! Nie rozumiem tej krytyki. Ponad to, ze jest właściwa środowiskom feministycznym. Zwraca w punkt uwagę na problem. Myślisz? Nie wrzucaj!!! Bo może cię spotkać to co bohaterkę filmu. Nie ma w nim mowy o tym, czyja to wina. Pokazuje świat jakim jest. Moja córka opowiada mi, ze to u niej standard. Że dziewczyny nie tylko wysyłają zdjęcia chłopakom. Same je publikują w internecie! Dowiadują się z tego spotu jakie mogą je spotkać konsekwencje. Co z tego, ze to nie ich wina?? A może powinniśmy im powiedzieć, żeby wysyłały? Że mają prawo a nikt nie ma prawa tych zdjęć upubliczniać. Uczulać na problem można na wiele sposobów. Ten jest jednym z nich i jak najbardziej uprawnionym. Gratulacje za podjęcie tematu. Matka 15latki

Trochę niefajne jest każdorazowe oskarżanie innych o wspieranie "kultury gwałtu". Jeśli komuś radzę, by zamykał dom, nawet jeśli wychodzi tylko na 5 minut, albo żeby nie trzymał portfela w tylnej kieszeni, to nie wspieram "kultury kradzieży". Jasne, że w miarę możliwości będę propagował bycie uczciwym, ale nie oznacza to wcale, że potencjalna ofiara nie powinna być ostrożna.
Wiem, że winny jest wyłącznie sprawca, ale człowiek odpowiedzialny też unika stwarzania ryzykownych sytuacji - a czy jest ryzykowna, zależy od wielu czynników. I nie, brak odpowiedzialności nie czyni ofiary współwinną. Tylko co jej po tej niewinności?
Trwa ładowanie komentarzy...